Home
Keep your paws off my...
Wiedźma.com.pl - Ewa Białołęcka 

Advertisement

Customize
14th-Mar-2008 11:08 am
bookworm
Zawiedźmiło się nam ostatnio na rynku – a ja się wiedźmię, czytając jedną wiedźmę za drugą. Zaczęłam od książki Ewy Białołęckiej pt. „Wiedźma.com.pl” – co z tego wyszło? Klik stuk poniżej :)
Zapraszam do dyskusji!

Recenzja dostępna również na portalu tanuki.pl


Zostałam feministką w alternatywie wobec zostania masochistką.
Sally Kempton


Piszę tę recenzję i piszę, i piszę, i nie mogę się jakoś zabrać i zebrać myśli. Jedno jest pewne – o wiele łatwiej jest nasmarować krytykę czegoś, co się nie podobało, niż sensowną recenzję książki, którą się ocenia pozytywnie. Raz, przyjaciele, jeszcze do wyłomu…

Zacznę od stwierdzenia, że przez książkę się płynie. W tomie przyozdobionym intrygującą parą na motorze znajdziemy kawał porządnej, humorystycznej prozy fantastycznej, okraszonej licznymi nawiązaniami, napisanej bardzo naturalnym językiem. Naturalnym i chwilami nawet soczystym, co pasuje jak ulał do przedstawianej historii. Gdyby nie brak czasu i tysiące innych zajęć, przeczytałabym ją w jedno popołudnie. A powieść wciąga… oj, wciąga. Nie zaczynajcie jej czytać, jeśli naprawdę nie macie czasu lub wystarczająco silnej woli, by przerwać lekturę ;-)

Autorka stworzyła kalejdoskop barwnych i ciekawych postaci – na głównej bohaterce, Krystynie Szyft (Reszce) zaczynając, a na Eryku i ciotce Katarzynie kończąc. Nie można oczywiście zapomnieć o wspaniałym odmalowaniu mieszkańców Czcinki i Tarnik – chyba najbardziej ujął mnie Zbychu, chociaż sołtys też jest wspaniały. Krótko mówiąc – bohaterowie z krwi i kości, których po prostu nie da się nie polubić.

Sama Reszka jest kobietą „po przejściach” – samotnie wychowuje synka, wiążąc koniec z końcem dzięki laptopowi i przedzieraniu się przez łączkę Kłapouchego – to znaczy zajmuje się redakcją książek. Internetoholiczka pełną gębą – do tego silna, zdecydowana i niezależna. Polubiłam ją już od pierwszej strony – byłoby dziwne, gdyby tak się nie stało, skoro odnalazłam w niej kawałek siebie ;-)

Historia nabiera kolorów, gdy nasz homo interneticus dostaje w spadku domek w miejscowości, której nie ma nawet na mapie. Reszka rusza do wsi, gdzie pieski szczekają przeciwnym końcem ciała, poznaje Andrzeja – lekarza, po czym wpada wprost w pułapkę zastawioną przez jej nie do końca nieżywą ciotkę. Co dalej? Dalej opowieść nabiera tempa, a kiedy już się nam wydaje, że wiemy, co jest grane, informacje zawarte na kolejnej stronie posyłają wszelkie podejrzenia w niebyt, a czytelnik od nowa musi budować wizję tego, co się wydarzyło, układając elementy układanki na nowo. Dzięki temu książka jest nieprzewidywalna i trzyma w napięciu do ostatniej kropki i napisu „Koniec”.

Pozostaje mi tylko życzyć, żeby Wen grzecznie z autorką współpracował. I podziękować za dedykację - feminizm jest mi bliski - i oczywiście za poprawienie humoru w nieco gorsze dni.
Dzię-ku-ję!
Magd.
Comments 
14th-Mar-2008 12:27 pm (UTC)
To wszystko to prawda - potwierdzam - czytałam, mam własny egzemplarz i jeżeli ktoś z okolic Krakowa chce pożyczyć to już wie, w czyj kominek ma pukać :)

Ale bądźmy szczerzy - Wiedźma nie jest powieścią bez błędów. Raz - syn głównej bohaterki początkowo świetnie opisany, mniej więcej w połowie całkowicie się "rozjeżdża". Dwa - książka jest pisana językiem internetowym, z masą nawiązać - czytelnik w wieku mojej mamy nie będzie w stanie jej zrozumieć (sprawdziłam to empirycznie, czytając jej fragmenty). Trzy - znacie książki typu "dużo się dzieję a potem BAM - zakończenie"? To właśnie jedna z nich. Akcja narasta, po czym na kilkanaście stron przed końcem mamy Jedno Wydarzenie Nie z Gruszki Ni z Pietruszki (które pasuje do książki jak pięść na nosa) - dwie strony akcji i koniec powieści. Ja nie ludzie zakończeń na szybko, czyli "żyli długo i szczęśliwie, mieli tuzin potomstwa i brak chorób nowotworowych", z czego to wszystko jest opisane na ostatniej stronie, jakby autor miał już dość i chciał książkę zakończyć jak najszybciej. Cztery - mój mężczyzna po przeczytaniu tej książki powiedział tylko "Wypisz wymaluj Chmielewska". Czyli styl do oryginalnych też nie należy, choć jest utrzymany na bardzo wysokim poziomie.

Zalety? Forumowicze znajdą wiele nawiązań do twórczość z forum. Z ręką na sercu - znalazłam kilka cytatów żywcem wyjętych z pewnych fan fiction. Ale to możne i dobrze - powiem szczerz, to były dla mnie najśmieszniejsze momenty w książce.

Byłam na Wiedźma strasznie napalona - odkąd tylko dowiedziałam się, że ma wyjść. I co? Trochę się zawiodłam. Znam możliwości autorki i czuję ogromny niedosyt. Mam pełną świadomość, że mogło być o niebo lepiej.
15th-Mar-2008 08:09 am (UTC)
Dwa - książka jest pisana językiem internetowym, z masą nawiązać - czytelnik w wieku mojej mamy nie będzie w stanie jej zrozumieć (sprawdziłam to empirycznie, czytając jej fragmenty).
Moim zdaniem taki po prostu jej urok... Przetestuję na mojej mamie w święta, chociaż tutaj przyznaję rację. Osoba, która nie ma zbyt wiele do czynienia z komputerami i ogólnie ze światem wirtualnym może mieć kłopot z wyłapaniem wszystkich nawiązań. Ale z drugiej strony czego innego spodziewać się po książce o takim tytule?

Trzy - znacie książki typu "dużo się dzieję a potem BAM - zakończenie"? To właśnie jedna z nich. Akcja narasta, po czym na kilkanaście stron przed końcem mamy Jedno Wydarzenie Nie z Gruszki Ni z Pietruszki (które pasuje do książki jak pięść na nosa) - dwie strony akcji i koniec powieści. Ja nie ludzie zakończeń na szybko, czyli "żyli długo i szczęśliwie, mieli tuzin potomstwa i brak chorób nowotworowych", z czego to wszystko jest opisane na ostatniej stronie, jakby autor miał już dość i chciał książkę zakończyć jak najszybciej.
Jeśli mam być szczera, to mam wrażenie, że to nie koniec tej opowieści...
Owszem, akcja zdecydowanie przyspiesza w drugiej połowie książki, ale to jest dosyć charakterystyczne dla literatury tego typu - przynajmniej moim skromnym, czytelniczym i bądź co bądź niedoświadczonym, zdaniem.

Cztery - mój mężczyzna po przeczytaniu tej książki powiedział tylko "Wypisz wymaluj Chmielewska". Czyli styl do oryginalnych też nie należy, choć jest utrzymany na bardzo wysokim poziomie.
Nie znam na tyle dobrze stylu Chmielewskiej, by ot tak stwierdzić, że ją przypomina. Jedyne, co mogę powiedzieć z czystym sumieniem, to: "Wypisz wymaluj Białołęcka" - osobowość autorki widać w każdym słowie, w każdej odzywce, w każdym zdaniu. Co do wysokiego poziomu nie będę się spierać - zgadzam się w stu procentach :)

Mam pełną świadomość, że mogło być o niebo lepiej.
A ja powiem, że nigdy nie jest tak dobrze, że nie mogłoby być lepiej. Jest dobrze, nawet bardzo dobrze, a przecież wszystkich zadowolić nie sposób.

Magd.
17th-Mar-2008 12:59 pm (UTC)
Anonymous
"Znam możliwości autorki i czuję ogromny niedosyt. Mam pełną świadomość, że mogło być o niebo lepiej."

To znaczy jak? Konkretnie?
Naprawdę chętnie bym się dowiedziała jak by mogło być, tym bardziej, że pełna świadomość w tej kwestii to rzadka rzecz. Ja nie mam, więc pytam: JAK?
17th-Mar-2008 04:13 pm (UTC)
Żeby wypisać w podpunktach ci moim zdaniem można byłoby zrobić lepiej, musiałabym przeczytać całą książkę jeszcze raz. Ale jest jedną rzecz, którą sama uważam za świetny pomysł, a która została potraktowana po macoszemu - połączenie magii ze współczesną techniką. I to wykonane inteligentnie. Ot - jak te płyty CD wieszane w formie ochrony na drzewach. Pomysł pierwsza klasa. I jaka szkoda, że nie było tego więcej. Wszak Reszka coś tam kombinuje na własną rękę, ale za mało tego było. A szkoda - po chętnie poczytałabym o rzucaniu czarów przez internet, czy sieć elektryczną.

A reszta "zarzutów" była dość obszernie wymieniona w poście wyżej.
18th-Mar-2008 11:30 am (UTC)
Anonymous
Szanowna Interlokutorko – to o czym chciałabyś poczytać, ma się nijak do oceny poziomu książki.
Ja na ten przykład lubię sobie poczytać o wilkołakach i nie uważam by ksiązki, w których wilkołaków zabraknie były słabe. Nie twierdzę też, że książka Białołęckiej byłaby lepsza, gdyby wprowadzić tam choć jednego, całkiem małego wilkołaczka.
Ty twierdzisz. Co więcej, podkreślasz, że masz pełną świadomość niedostatków ksiązki, a więc i swojej oceny.

Co do zarzutów wymienionych wyżej, to przyznaję, nie bardzo rozumiem co dokładnie oznacza: syn głównej bohaterki się rozjeżdża. Znaczy co robi?
Książka nie jest, moim zdaniem adresowana do czytelniczek powyżej 70 roku życia, jako że faktycznie może być problem z odbiorem. Nie każda pani w tym wieku wie, co to gogle. Cechy głównej bohaterki pozwalają zakładać, że autorka widzi swojego odbiorcę raczej w grupie ludzi aktywnych zawodowo, obytych ze zdobyczami współczesnej techniki, którym Internet, gogle itd., nie wydają się czarną magią, lub też narzędziem szatana :).

Gratuluję posiadania własnego mężczyzny, Droga Interlokutorko, bo jak mniemam wzmianka o nim miała posłużyć jako reklama stanu posiadania. Wiadomo – nie każdy może. Nie radziłabym jednak powoływać się na analizy literackiego tegoż mężczyzny – nie da się przeoczyć braku podstaw i doświadczenia. Styl Białołęckiej ma tyle wspólnego ze stylem Chmielewskiej, że obie potrafią pisać „na wesoło”. Wspomniany mężczyzna powinien jednak wiedzieć, że tak, jak nie każdemu psu Burek na imię, tak nie każdy, kto pisze w taki właśnie sposób nazywa się Pratchett…
Ty natomiast, Droga Interlokutorko, powinnaś wiedzieć, że poważny krytyk literacki wytykający błędy zawodowcom od piór, sam nie powinien sadzić byków w piśmie, co Ci „szczerz” powiem.
18th-Mar-2008 01:43 pm (UTC)
Jeszcze raz i po kolei.
Magia i technika - wątek w książce się pojawił - to nie do podważenia. Ale niestety był bardzo okrojony. A szkoda. Nie powiedziałam "Niech ta Białołęcka weźmie i to poprawi, bo mój gust czytelniczy tego nie zniesie". Powiedziałam tylko, że moim zdanie w książce brakuje ów świeżych pomysłów. Aż się prosiły o opisanie. I z recenzji na internetowych portalach widzę, że nie tylko ja jestem tego zdania.

Syn się rozjeżdża. Owszem. Może się mylę, ale jeżeli wprowadzamy jakiegoś bohatera jako postać drugoplanową to należałoby ją poprowadzić w tej konwencji. A co się dzieje z synem bohaterki? Po scenie z "mackami" praktycznie go nie widać. Są o nim tylko maleńkie wzmianki. I od tego momentu ciężko nazwać go bohaterem epizodycznym. Wszak później główne skrzypce gra Reszka oraz pan doktor (plus czasem Katarzyna), a o reszcie bohaterów autorka zapomina. Jak dla mnie jest to spora niekonsekwencja, a tłumaczenie się taką, a nie inną konwencją jest zwyczajną wymówką. Szczególnie, że Jeremka bardzo polubiłam i szkoda, że nie mogłam poczytać o nim więcej.

Dalej - dla mnie współczesny język jest zaletą. I to ogromną. Ale mam również świadomość, że tym samym rzesze osób nie będę mogły książki przeczytać. Szkoda.

Moim Mężczyzną się nie chwalę. On nie pragnie uwagi, podobnie jak się nie potrzebuję się na tej płaszczyźnie dowartościowywać. A co do stylu, to po prostu jego zdaniem wiele porównać oraz epitetów były pisane bardzo podobnie jak u Chmielewskiej. Oczywiście nie oznacza to, że mu się książka nie podobała. Wręcz przeciwnie. Był zachwycony (no, może nie licząc sceny na strychu, która lekko nadszarpała jego poczucie estetyki). Z resztą dla mnie to też nie jest wada. Dopóki ktoś pisze podobnie do znanego autora to jest ok. Dopiero kiedy zaczyna sie kalkowanie, tworzą sie problemy. Na całe szczęście kalkowania w Wiedźmie nie znalazłam.

Magda napisała bardzo pochlebną recenzję z którą się w całości zgadzam - Wiedźma naprawdę mi sie podobała. Ale chciałam dodać, że nie jest to książka perfekcyjna i bez wad. Stąd moja opinia. Szczególnie, że sama lubię czytać recenzje obiektywne, które nie tylko zawierają zachwyty nad daną pozycją, ale również pokazują niewielkie niedociągnięcia. A co do byków - teksty poważnych krytyków przechodzą przez korekty. A na poziomie zwykłego komentarza tego raczej nie potrzebujemy. :)

Mam nadzieję, że rozwiałam wszelkie wątpliwości.
19th-Mar-2008 10:33 am (UTC)
Anonymous
Niestety nie, chyba, że mówimy o wartości merytorycznej komentarza - to tak. Jednak odpuszczę. I tak czuję się jak morderca małych zwierzatek. Daruję sobie dalszą dyskusję.
19th-Mar-2008 07:20 pm (UTC)
Jeśli można się wtrącić - chętnie bym z Tobą porozmawiała. Nie o Białołęckiej, bo jej nie czytałam i - przynajmniej na razie - nie noszę się z takim zamiarem; coś mnie jednak w Twoich wypowiedziach zainteresowało na takim "poziomie formalnym".
19th-Mar-2008 07:33 pm (UTC)
Cztery - mój mężczyzna po przeczytaniu tej książki powiedział tylko "Wypisz wymaluj Chmielewska".
Hmmm, to jest chwalenie się tym, że ma się chłopaka? A jak powiem, że mój tata ma takie i takie zdanie, to znaczy, że chwalę się posiadaniem ojca? Cóż... Masz ciekawy sposób postrzegania pewnych rzeczy ;)

Dyskusji dotyczących treści prowadzić nie będę, bom nie czytała Wiedźmy
11th-Jun-2008 08:20 pm (UTC)
No cóż zacznijmy od tego, że na książkę czekałam pół roku (od kiedy tylko zobaczyłam plany wydawnicze), ale kupiłam ją dopiero w dwa miesiące po premierze. Bo pomimo tego, że Białołęcka jest jedna z moich ulubionych autorek, to za każdym razem jak wchodziłam do księgarni i brałam ją z półki, moje oczy koncentrowały się na woluminach stojących obok i tak wychodziłam, z lżejszym portfelem i inną książką w łapkach. Świadczy to w pewien sposób negatywnie o książce, zawsze było coś ciekawszego od tego tytułu. W końcu jednak weszłam do empiku, zaparłam się i kupiłam.
I choć nie żałuje wydanych pieniędzy, spodziewałam sie czegoś więcej. Treść sama w sobie zajmująca i stanowiąca miłe oderwanie od rzeczywistości tak mi potrzebne w tym okresie ale...
No właśnie czegoś mi brakowało, przepiękne opisy na początku nie wynagrodziły mi tak dużego przyśpieszenia akcji na koniec. Kiedy dotarłam do ostatniego wyrazu czułam niedosyt, tak naprawdę nic nie zostało rozwiązane, ciotka jak była tak jest, związek z Andrzejem możliwy do przewidzenia od samego początku i jedynie duchy, które Reszka "uświadomiła" sprawiły, że się uśmiechnęłam na koniec.
Jedno mogę powiedzieć w porównaniu z "Kronikami Drugiego Kręgu" książka wypadła blado, przynajmniej według mnie i jak ostatnio powróciłam do "Kronik..." tak wątpię bym przeczytała jeszcze raz "Wiedźmę"
Lissatka
11th-Jun-2008 08:45 pm (UTC)
Anonymous
To sprzedaj ją na allegro, co ci ma miejsce zabierać. Toro
4th-Nov-2008 09:00 pm (UTC)
Oho, jaka potężna dyskusja się wywiązała! Nie oprę się pokusie i dorzucę swoje grosiki.

Książka rzeczywiście przyjemna i wciągająca. Podobał mi się zwłaszcza pomysł na duchy - trochę przerażający, ale oryginalny i ciekawy. Główna bohaterka i jej uzależnienie od internetu (czy może od techniki w ogóle) to także niespotykana dotąd koncepcja - która, niestety (albo "stety", bo dziś trudno wyobrazić sobie inną sytuację) determinuje bardzo określonego odbiorcę. Ale przyjmijmy, że taka jest uroda tekstu.

Jednak, o ile sobie przypominam (czytałam w czerwcu), dwie rzeczy zgrzytnęły mi nieco.
Po pierwsze - rzeczywiście, na ostatnich stronach akcja sprawia wrażenie nadmiernie przyspieszonej, co wybija czytelnika z dotychczasowego rytmu. Z jednej strony wszystkie wątki zostały zakończone i nie można się do tego przyczepić. Z drugiej jednak - końcówka biegnie za szybko, zbyt gwałtownie, co powoduje dziwne uczucie w trakcie czytania.
Drugą sprawą, która rzuciła mi się w oczy, a której z braku materiału źródłowego pod ręką nie mogę stosownie udokumentować, są niemieckie fragmenty dialogów Reszki i Eryka. O ile mnie pamięć nie myli, bohaterka języka uczyła się w liceum, nie darzyła go sympatią i długo nie używała - rozumiem więc, że "mówić jak Kali". Ale Eryk, który niepoprawnie koniuguje podstawowe czasowniki? Cóż, korekta w tym miejscu zbytnio się nie popisała. Nie mogę, niestety, przytoczyć stosownego przykładu, jednak pamiętam, że coś mi nie grało.

Można by dyskutować jeszcze nad kilkoma innymi aspektami, na przykład wspomnianym wcześniej "rozjeżdżaniem się" bohaterów czy "stylem Chmielewskiej", ale myślę, że ewentualne niedociągnięcia w tej materii to już bardziej "jak chciałabym, żeby było" i odbiór personalny niż cokolwiek innego. Ot, specyfika tekstu, która przecież nie musi wszystkich jednakowo pociągać.

Reasumując: książka jak najbardziej sympatyczna, świetna do odreagowania w trakcie sesji. (Wystarczyłoby to jedno zdanie, wiem :)

Aha. I w zdaniu zbudowanym na modelu "Cośtam, chyba że cośtam." przecinek przed "że" jest błędem. Tak dla informacji zawodowców od piór, którzy w bitewnym szale chyba niezbyt dokładnie czytają komentarze "niewiernych".

Pozdrawiam, M.

PS. Magda2em - rzeczywiście, napisać dobrą recenzję tekstu, który się lubi, to droga przez mękę :)

Advertisement

Customize
This page was loaded Nov 29th 2009, 9:07 am GMT.