Home
Keep your paws off my...
T: Razem z Danger [3] 

Advertisement

Customize
29th-Jan-2007 05:09 pm
mhrrrrr
For the nearest three weeks I'll be most probably cut off from scanner - I'm going home for well-deserved holidays. Three weeks of lazying about await me *winks* So there won't be any art in the nearest future - though I feel my inspiration growing deep inside, you can expect some pictures in three weeks' time when I come back *grins widely*

Here's yet another chapter of the "Living with Danger" by whydoyouneedtoknow. If you still haven't read it, go on and do it now :) And leave her a review, the story is definitely worth it. You can do it here. And for my Polish-speaking friends, look under the LJ-cut :-)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Zapraszam na trzeci rozdział "Razem z Danger". Miłej lektury życzę :-)



Rozdział 3: Interpretacje

– Coś mi pokazać? – spytał Remus. – To coś dotyczy Harry'ego?

Danger przytaknęła.

– Harry, chodź do mnie – powiedziała do chłopca i wyszła na korytarz, trzymając dzieci za ręce. Remus poszedł za nimi.

Zatrzymali się przy schodach.

– Wszystkie domki w tej okolicy są zbudowane tak samo – dodała. – A zatem ten dom jest właściwie identyczny jak ten, w którym mieszka Harry. Patrz uważnie.

Otworzyła drzwi do schowka pod schodami.

Harry puścił ją w tej samej sekundzie.

– Nie! Nie do chowka nie chowka! Nie! Nie do chowka! NIE! – Podbiegł do Remusa i schował się za nim. – NIE DO CHOWKA, NIE NIE NIE!

Danger szybko zamknęła drzwi podczas gdy Remus klęknął, żeby objąć sztywnego i drżącego chłopca. Neenie ściskała spodnie Danger, jej usta drżały wokół obecnego w nich wiecznie kciuka.

Remus głaskał Harry’ego po włosach, starając się go uspokoić, mimo że sam był spięty ze względu na strach dziecka.

– O co chodzi?

– On śpi w schowku pod schodami w domu – Oczy Danger zwęziły się w gniewie, a ona sama zagryzła wargi. – Jeżeli w ogóle możesz nazwać to domem. Wsadzają go tam, kiedy tylko nie chcą, żeby im przeszkadzał.

Fala wściekłości przetoczyła się przez myśli Remusa, po czym przytulił mocniej Harry'ego, który wciąż drżał, wtulony w ramiona mężczyzny.

– Tak mi przykro, Harry – powiedziała łagodnie Danger, masując plecy chłopca. – Żadnego schowka. Nie ze mną. Nigdy ze mną.

– Lunyk? – zakwilił Harry.

– Powiedz mu: Nie do schowka – szepnęła Danger. – Chce wiedzieć, czy go tam wsadzisz. Powiedz mu, że tego nie zrobisz.

– Nie do schowka, Harry – powiedział Remus stanowczo. – Nie ma schowka ze mną. Nigdy. – Harry rozluźnił się w jednej chwili i przytulił do Remusa, kładąc głowę na jego ramieniu.

– Co za człowiek mógłby zrobić dziecku coś takiego? – spytał Remus, wstając z Harrym w ramionach.

– Ludzie pokroju Vernona i Petunii Dursley – mruknęła gniewnie Danger, prowadząc ich z powrotem do kuchni. – I ich syna, Dudleya. Jest niewiele starszy od Harry'ego, ale jest wielki – najgrubszy dzieciak, jakiego kiedykolwiek widziałam, do tego zepsuty do cna. Ciągnie Neenie za włosy, kiedy tylko ją złapie. Nie chcę nawet myśleć, co robi Harry’emu.

– Dudley niedobry – dodała Neenie, wyjmując kciuk z buzi.

– Dodatkowy argument, moja droga – powiedział Remus, uśmiechając się do dziewczynki. – Wiesz, że to jest pierwszy raz, kiedy słyszę twój głos?

Neenie posłała mu uśmiech i schowała się za krzesłem Danger w nagłym przypływie nieśmiałości.

– Jest urocza – dodał Remus. – Masz szczęście, że dostała ci się taka siostra!

– No wiesz, lubi cię – powiedziała Danger. – Przy większości ludzi nie wyjdzie zza mnie wcześniej niż po tygodniu. Mówienie zajmuje zazwyczaj około dwóch.

– Musisz mieć problem z opiekunkami.

Danger wzruszyła ramionami.

– Nie potrzebuję ich – Neenie mogę zabrać ze sobą wszędzie, może poza pracą, ale lubi panie ze żłobka, zna je od niemowlęctwa. W każdym razie wiesz teraz o Harrym tyle, co ja. Opiekuję się nim, kiedy tylko mogę wziąć wolne…

– Chcesz mi powiedzieć, że urywasz się z pracy, żeby zająć się Harrym? – dopytywał się Remus.

– Odkąd zorientowałam się, dlaczego zaczyna płakać i krzyczeć za każdym razem, kiedy wyciągam suszarkę i podłączam kabel do kontaktu. Nie mogłam pozwolić, żeby taki rozkoszny mały chłopiec jak Harry był maltretowany, i nic z tym nie zrobić. Dzwoniłam do opieki społecznej, ale są zawaleni papierkową robotą i nie chcą o niczym słyszeć, chyba że dzieciak jest w „niebezpieczeństwie utraty życia”. W tej chwili pracuję na pół etatu jako sekretarka, przez resztę czasu opiekuję się Harrym. Dursley’owie płacą całkiem nieźle, więc to nie jest dla mnie problem finansowy… – przerwała, zwracając uwagę na spojrzenie Remusa. – O co chodzi?

„O co chodzi?” Chronisz tego małego chłopca przed tym, co robią mu jego właśni krewni, poświęcasz się, żeby to robić – praca na pół etatu, nawet biorąc pod uwagę opiekowanie się dziećmi, nie może wystarczyć na takie życie, na jakie ty i twoja siostra zasługujecie.

Jesteś wspaniałą osobą.

O to chodzi.

Chciałbym móc ci to powiedzieć.


– Zastanowiło mnie, co za ironia, że ty, właściwie obca osoba, pomagasz Harry’emu, a jego krewni, ludzie, którzy powinni się nim zajmować i o niego troszczyć, stwarzają problemy.

– Różne rzeczy się zdarzają – odparła Danger, machając ręką. – Po prostu nie jestem jedną z tych, którzy mogą się temu przyglądać i nie reagować. Nigdy taka nie byłam.

– Dziękuję ci – powiedział szczerze Remus. – Za wszystko.

– Och, nie ma za co – mruknęła Danger, czerwieniąc się. – Nie patrz na niego teraz, ale chyba usnął…

Jeszcze zanim to powiedziała, Remus czuł jak Harry robi się coraz cięższy na jego ramieniu. Delikatnie przesunął chłopca tak, że ten leżał teraz na jego rękach.

– Mam go położyć na kanapie?

– Nie, może spaść. Przyniosę koc i położę Harry'ego na podłodze.

Zadzwonił telefon.

– Zaczekaj chwilę – rzuciła Danger, sięgając po słuchawkę. – Halo? Tak… oczywiście, za chwilę. Proszę. – Skończyła rozmowę. – Jego ciotka mówi, że mam go zaprowadzić do domu – zadrwiła. – Tak naprawdę chodzi o to, że uważa, że zapłaciła mi wystarczająco dużo na dziś. W końcu wrzucenie go do schowka nic nie kosztuje.

Schowek. Remus spojrzał na Harry’ego. Wygląd śpiącego chłopca można było opisać tylko jednym słowem: anielski. Remus poczuł nieprzepartą ochotę, żeby go trzymać, i nigdy nie puścić.

– Tak nie może być dłużej. Trzeba z tym skończyć.

– Ty chcesz z tym skończyć? – spytała lekko Danger.

– Jeżeli muszę, to tak.

– Nie chcę być adwokatem diabła, ale jak?

– Oni są dorośli, czyż nie? Posłuchają na pewno rozsądnych argumentów… – przerwał, kiedy zobaczył, że Danger kręci głową.

– Gdyby mieli choć odrobinę rozsądku, myślisz, że zmuszaliby nawet nie dwuletniego chłopca do spania w schowku? Uważają, że są pępkiem świata, nie posłuchają nikogo. Zaufaj mi. Wiem to.

– Sam bym go zabrał, gdyby to coś zmieniło – powiedział Remus, kołysząc Harry’ego, który obudził się w międzyczasie i cicho kwilił.

Danger uśmiechnęła się figlarnie. – Zabrać, jak po prostu zabrać? Przyjść pewnego dnia, wziąć go i sobie pójść?

– Albo pewnej nocy – dodał Remus, podejmując grę. – Otworzyć zamek w drzwiach frontowych, wśliznąć się do środka, wykraść go, i wyjść. Moglibyśmy być dziesiątki kilometrów stąd, zanim ktokolwiek by się zorientował… – uśmiechnął się smutno, kręcąc głową. – Zamki na piasku. Weź go, powinnaś zabrać go do domu.

Danger wzięła Harry’ego. – Zostaniesz z Neenie jak mnie nie będzie? To zajmie tylko chwilę.

– Oczywiście. – Remus odprowadził ją do wyjścia, ponieważ obie ręce miała zajęte śpiącym chłopcem. Gdy zamknął za nią drzwi, poczuł, jak coś ciągnie go za nogawkę. Spojrzał w dół. – Neenie, co mogę dla ciebie zrobić? – spytał ją poważnie.

– Góra – odparła rzeczowo dziewczynka, wyciągając ręce do Remusa. Podniósł ją szybko, a Neenie dotąd się wierciła, dopóki nie siedziała u niego na kolanach twarzą do niego. Spojrzała mu prosto w oczy.

– Lunatyk miły – powiedziała z uśmiechem, wyraźnie z siebie dumna, że wymówiła wszystkie trzy sylaby. – Spać – Bez dalszych ceregieli oparła głowę o jego ramię i zamknęła oczy.

– Wygląda na to, że dzisiaj jest mój dzień na bycie poduszką – stwierdził zakłopotany Remus. Przeszedł do salonu, gdzie przynajmniej mógł być poduszką siedzącą.

To był niesamowity dzień. Sam jestem zmęczony.

Ziewnął, siadając na kanapie. Przyjemnie byłoby mieć jakiś stołek pod nogi. Gdybym się położył, byłoby jeszcze lepiej.

Przeniósł ciężar Neenie na swoją pierś. Tylko przymknę oczy na chwilę, nie zasnę…

-oOo-


Był w wodzie, zimnej i głębokiej wodzie. Zbyt głębokiej. Nie był w stanie unosić się dłużej na powierzchni, zaczął tonąć...

Poczuł, jak ktoś łapie go za rękę i wkłada mu pod ramię kawałek dryfującego drewna. Trzymał go z całych sił, i wynurzył się, żeby nabrać powietrza. Rozejrzał się i spojrzał na swojego wybawcę – była to kobieta o brązowych włosach… wyglądała znajomo.

Danger. Tak ma na imię. Spotkałem ją dzisiaj. Opiekuje się Harrym. Trzymała się drugiego końca czegoś, co przypominało maleńką tratwę. Do jej pleców tuliło się dwoje dzieci – jednym z nich był Harry. Drugim – jej siostra – jak jej było na imię? No tak, Neenie. Oboje wyglądali na zmęczonych, jakby mieli za chwilę ją puścić i wpaść do wody.

Remus wyciągnął rękę, w milczeniu proponując, że weźmie od niej jedno z dzieci. Danger kiwnęła głową, i podała mu Harry’ego. Przez moment wydawało mu się, że go upuści, ale Harry złapał go mocno.

Może posadzimy ich na tym? Nas nie utrzyma, ale dla nich wystarczy. Wyciągnął Harry’ego z wody i posadził go na tratwie, która zakołysała się, ale nie zatonęła. Danger zrobiła to samo z Neenie, która przytuliła się do chłopca.

Remus spojrzał w dół rzeki i zobaczył sylwetkę kobiety, która za wszelką cenę starała się przytrzymać czegoś, co rozpadało się w jej dłoniach. Kiedy ją mijali, wyciągnął do niej rękę, przyciągając ją do tratwy. Gdy dopłynęli do lepiej oświetlonego miejsca, zobaczył jej twarz. To była Aleta Freeman. Sprawiała wrażenie bardzo zdeterminowanej, jak wtedy, gdy pędziła za tłuczkiem…

Wygląda na to, że wszyscy jesteśmy w to zamieszani..

Gdy tylko to pomyślał, poczuł, jak coś połaskotało go po nodze. Coś miękkiego. Ręka, która objęła na chwilę jego kostkę, puściła.

Tam ktoś jeszcze jest. Muszę mu pomóc.

Wziął głęboki oddech i zanurkował.

Woda była zimna i ciemna, niewiele co widział. Skierował się w tę stronę, gdzie wydawało mu się powinna była być ta ręka, i kiedy już potrzebował nabrać powietrza, znalazł ją, bezwładną. Chwycił ją mocno i wypłynął na powierzchnię.

Danger i Aletha utrzymały tratwę w pobliżu, czekając na niego. Pociągnął uratowaną osobę za sobą. Nie zaskoczyło go, że był to Syriusz Black. Wyglądał na wycieńczonego, miał bladą cerę, i nie oddychał.

Niedobrze.

Zanim zdążył cokolwiek zrobić, Syriusz nabrał powietrza i zaczął kaszleć. Remus wciągnął go na tratwę. Aleta pogłaskała Syriusza po twarzy. Black otworzył oczy i uśmiechnął się do niej.

Tratwa przyspieszyła. Woda zdawała się robić cieplejsza, zdecydowanie było też jaśniej. I – czy ta tratwa się przypadkiem nie powiększa?

Chwilę później jego przypuszczenia się potwierdziły – tratwa była już na tyle duża, że zmieścili się na niej wszyscy.

Nagle wypłynęli z ciemnego tunelu na światło dzienne. Zmęczenie opuściło Remusa gdy patrzył na zielone brzegi rzeki i uśmiechnięte twarze swoich przyjaciół. Tratwa była oazą spokoju. Kiedy Harry wdrapał mu się na kolana, Remus pomyślał, że chciałby zostać tam na zawsze…

-oOo-


Danger zamknęła za sobą drzwi. Nie była w stanie zapomnieć zasmuconych, zielonych oczu i dźwięcznego głosu mówiącego „Dayger” błagalnym tonem.

Błagał, żebym nie wychodziła. Ale co ja mogę zrobić? Należy do nich...

Obcy głos wtrącił się w jej myśli. Głos Remusa.

Sam bym go zabrał, gdybym miał gdzie pójść. Domek, pracę, gdzieś daleko stąd…

Wyobraźnia Danger przejęła pałeczkę. Mały domek, wystarczający dla czwórki. Mężczyzna i kobieta, chłopiec i dziewczynka, zaczynają życie od nowa… praca w księgarni albo w bibliotece… czy to nie byłoby wspaniałe? Pracować między książkami, odwieczną mądrością i szaleństwem, wszystko uporządkowane i opisane…

Uśmiechnęła się drwiąco. I kto teraz buduje zamki na piasku? Nowe życie? Na litość boską, Gertrudo, poznałaś tego człowieka zaledwie dzisiaj, nie ważne, co ci się śniło! Zwracała się do siebie pełnym imieniem tylko wtedy, gdy była na siebie zła. Wiesz przecież, że nigdy nie dostaniesz Harry’ego. Nawet jeśli Dursley’owie go nie chcą, w świetle prawa należy do nich, a oni nigdy niczego się nie pozbywają, nawet jeśli o niczym innym nie marzą.

Dla Neenie byłoby dobrze, gdyby miała brata. Do tej pory była taka samotna… W okolicy nie ma innych dziewczynek, a większość chłopców jest takich jak Dudley – rozpuszczone bachory…

Przestań, ale już
– nakazała stanowcza strona jej charakteru. – Marzenia ściętej głowy.

Nie, ja tylko…

Przestań. Nawet. O tym. Myśleć.


Tak rozmyślając, przeszła przez kuchnię do salonu, gdzie stanęła jak wryta.

Lunatyk.

Remus Lupin drzemał na kanapie, obejmując Hermionę, która spała oparta o jego ramię.

Pięknie razem wyglądają – nie mogła powstrzymać tej myśli. Mógłby być jej ojcem.

Neenie potrzebuje ojca. Staram się jak mogę, ale wchodzi w ten uparty wiek, gdzie przydałby się ktoś inny, kto mógłby mnie wesprzeć.


Usiadła w fotelu bujanym, wracając do rzeczywistości. Taka osoba pomogłaby ze wszystkim. Są takie dni, kiedy mam wszystkiego dość, chce mi się płakać, bo zawsze jest tak dużo do zrobienia i nigdy nie ma dość czasu ani pieniędzy. Wiem, że życie nie jest łatwe, ale ludzie nie mogą iść przez nie samotnie… Znaczy się, miłość musiała się skądś wziąć…

Mrugnęła, zdziwiona własnymi myślami, i pokręciła głową. Czy to trochę nie za szybko, moja panno? Miłość to wielkie słowo. Może by tak spróbować najpierw przyjaźni, i zobaczysz, jak się to rozwinie…

Poza tym, nawet nie znasz tego mężczyzny. Pal licho, co Petunia Dursley i jej plotkarskie towarzystwo mówi.


Westchnęła. Może sobie żartować do woli, ale moja opinia właśnie została zrujnowana. Te wścibskie plotkary z sąsiedztwa wymyślą, co najgorsze; do jutra wszyscy już będą o tym wiedzieli, a ja nic nie mogę zrobić.

Może powinnyśmy się przeprowadzić…

Ale nie mogę porzucić Harry’ego. Jest nie tylko niedożywiony, jest też bardzo bystry, ale nawet inteligentne dziecko nie będzie się uczyło, jeśli nie dostanie szansy. A jakie będzie miał szanse, zamknięty w schowku? Oni nigdy go nie przytulają, ani nie biorą na ręce, wydaje mi się, że mogą go nawet bić – czasem wzdryga się, kiedy podniosę rękę powyżej wysokości ramienia.


Z nerwów oderwała guzik od koszuli. Jesteśmy jego jedyną nadzieją. Ja, Neenie, a teraz także Remus…

Nie mogę go tego pozbawić, po prostu nie mogę. Nie obchodzi mnie zrujnowana opinia, zostajemy tutaj.

Chyba, że zrobimy coś szalonego. Jak na przykład wykradniemy go stąd i wyjedziemy.

Uszłoby nam to na sucho? Bez magii do pomocy? Czarodzieje też pewnie go będą szukać, jest przecież kimś ważnym… Ale jeśli ukryjemy go przed czarodziejami nie używając czarów, a czarami przed mugolami…


– Zamki na piasku, po raz kolejny – powiedziała na głos.

Remus obudził się na dźwięk jej głosu. Zdziwiła go burza brązowych włosów na jego ramieniu.

– Wezmę ją – powiedziała Danger, podnosząc swoją siostrę tak delikatnie, że Neenie tylko lekko się poruszyła i spała dalej na rękach kobiety. – Zaraz wrócę.

Poszła na górę, włożyć dziewczynkę do łóżeczka. Kiedy wróciła, Remus siedział przy stole w kuchni. Wyglądał na zawstydzonego.

– Przepraszam – zaczął. – Zostawiłaś mnie z nią, a ja usnąłem, zamiast się nią opiekować...

– Nie ma za co przepraszać – odpowiedziała Danger szczerze. – Wątpię, czy dałaby radę się ruszyć bez budzenia ciebie. To był naprawdę uroczy widok. Nie przejmuj się.

Remus kiwnął głową. Zapadła niezręczna cisza.

– Powinienem już iść – powiedział Remus w tej samej chwili, w której Danger wypaliła:

– Chciałbyś zostać na kolacji?

Oboje zamilkli, patrząc na siebie nieśmiało, po czym Remus dodał:

– W sumie, czemu nie… – dokładnie gdy Danger mówiła:

– Ale jeśli masz coś innego do zrobienia…

Za drugim razem nie wytrzymali, i wybuchli śmiechem.

– Nie, nie mam nic innego do zrobienia – powiedział Remus parę minut później, nadal chichocząc. – I mam już dosyć własnej kuchni. Jeżeli oferta jest nadal aktualna, przyjmę ją z rozkoszą.

– Cała przyjemność po mojej stronie – uśmiechnęła się Danger. Poczuła ciepło w sercu, gdy też się do niej uśmiechnął. – Uwielbiam gotować. Jakie są twoje upodobania kulinarne?

– Lubię dania z makaronem – odparł Remus. – Ale naprawdę, zjem wszystko.

– Próbowałeś kiedyś makaronu z sosem z masła orzechowego?

– Nie, ale brzmi smakowicie. Wszystkiego trzeba w życiu spróbować.

– Trochę ryzykowne, czyż nie?

Remus wzruszył ramionami.

– Nie bardziej niż życie. Robię wyjątki dla całkowicie idiotycznych rzeczy, jak drażnienie hipogryfa.

Co to jest hipogryf?

Opowieści z życia czarodziejów wypełniły cały czas do kolacji. Danger słuchała bardzo uważnie, zapamiętując każdy szczegół. Nigdy nie wiadomo, co się może przydać.

– Pyszne – oznajmił Remus po spróbowaniu dania. – Wyrazy uznania dla szefa kuchni.

– Bardzo mi miło, proszę pana – Danger skinęła głową w jego stronę.

– Nie jadłem czegoś tak dobrego, odkąd opuściłem Hogwart.

– To… twoja szkoła? – zaryzykowała Danger, mając nadzieję na kolejną porcję opowieści.

Nie zawiodła się. Zanim wręczyła Remusowi ostatni talerz do wytarcia, Danger wiedziała więcej o życiu czarodziejów w Anglii niż jakikolwiek inny mugol (co za interesujące słowo), który nie miał w rodzinie nikogo magicznego.

– Nie powinieneś mi chyba tego mówić. Możesz mieć kłopoty.

– To prawda – odpowiedział Remus. – Ale jak wcześniej powiedziałaś, jesteś w to zaangażowana. Praktycznie wychowujesz Chłopca, Który Przeżył. – Wyjaśnił jej wcześniej, dlaczego Harry jest sławny i skąd się wzięło to określenie. – Ważne jest, żebyś o tym wszystkim wiedziała. Sama możesz być magiczna.

Ja?

– Jesteś, jak my to nazywamy, wieszczką. Widzisz w snach prawdziwe wydarzenia. Część z nich dotyczy przyszłości. To zdecydowanie magiczna umiejętność, z tego, co mi wiadomo… Zawsze możemy to sprawdzić.

– Jak?

Remus wstał, wyszedł na korytarz i wrócił z zakrzywionym kijkiem długości około stopy.

– Czy to jest…

– Prawdziwa różdżka. Spróbuj.

Danger wzięła ją delikatnie do ręki i machnęła lekko. Nic się nie stało.

– Wolałbym, żebyś ją skierowała tam – zarządził Remus, przesuwając jej rękę z dala od swojej twarzy.

– Jasne – burknęła Danger, odsuwając rękę szybkim ruchem.

Wiązka złotych iskier wystrzeliła z końca różdżki i wylądowała na kuchennym blacie.

– Czy to ja?

– To ty trzymasz różdżkę – uśmiechnął się szeroko Remus.

Danger oddała mu ją szybko, wciąż wpatrując się w miejsce gdzie przed chwilą były iskry.

– Gratuluję, panno Granger – powiedział Remus, chowając różdżkę do kieszeni. – Jesteś czarownicą.

Danger usiadła na krześle.

Jestem czarownicą. Jestem magiczna.

Ale... to niemożliwe.


– Jak to? Przecież mówiłeś mi, że w Hogwarcie wiedzą, które dziecko jest magiczne, a ja nigdy nie dostałam żadnego listu, więc jakim sposobem mogę być czarownicą?

– Nie wiem – przyznał Remus. – Ale jesteś magiczna. Nikt, kto nie ma w sobie magii, nie jest w stanie użyć różdżki. Słyszałem kiedyś, że niektórzy ludzie mają ukrytą magię, która jest nieaktywna i nie może zostać wykryta, więc żyją jak mugole. Nie wiedzą o tym, dopóki jakieś wydarzenie, jakiś szok, nie obudzi w nich te zdolności.

– Szok? Na przykład znalezienie własnych rodziców martwych na podłodze w salonie?

Remus drgnął.

– To by pasowało, tak.

Danger wpatrywała się w podłogę.

– Kiedy znalazłam mamę i tatę, krzyczałam. Wrzeszczałam tak głośno, że było mnie słychać w domku obok. Różne rzeczy się rozbiły. Wszystkie żarówki, klosze, nawet szyby w oknach. Czy to była magia?

– Na to wygląda. – Remus zrobił ruch w jej kierunku, ale w końcu podszedł do stolika, napisał coś na karteczce. – To jest mój numer telefonu. Jeśli będziesz czegoś potrzebować, zadzwoń. Może lepiej nie jutro w nocy, ale poza tym jestem do dyspozycji.

Danger kiwnęła głową.

– Zaczekaj chwilę, dam ci mój, gdybyś chciał mi coś szybko przekazać.

Remus schował karteczkę z numerem telefonu do kieszeni.

– Naprawdę powinienem już iść – powiedział, patrząc w okno. Było już całkiem ciemno.

Danger odprowadziła go do drzwi. – Cieszę się, że zostałeś na kolacji.

– Dziękuję za zaproszenie. To był najlepszy posiłek i najlepsze towarzystwo od miesięcy.

– Nawzajem – Danger wstrzymała na chwilę oddech, kiedy Remus uśmiechnął się do niej.

– W takim razie do zobaczenia – powiedział, wyciągając dłoń.

– Dobranoc.

Czy to tylko moja wyobraźnia, czy trzymał mnie za rękę nieco dłużej niż powinien?

Remus ukłonił się i wyszedł.

Danger oparła się na ścianę i odetchnęła głęboko.

Ten mężczyzna mnie pociąga.

Bardzo mnie pociąga.

Wydaje mi się, że wskazany jest zimny prysznic.


-oOo-


Remus szedł szybkim krokiem przez ciemne uliczki do miejsca, gdzie zaparkował samochód. Miał tysiąc myśli na minutę.

Muszę się dostać do domu. I zacząć planować. Harry jest źle traktowany. Syriusz – niewinny. Najpierw trzeba powiadomić Aletę. Wyślę jej sowę z samego rana… Czy Dumbledore powinien się o tym dowiedzieć? Nie mam żadnych konkretów…

Ale najpierw potrzebuję chyba zimnego prysznica.

Ta kobieta mnie bardzo pociąga.

To nie jest dobre. Dla żadnego z nas.




Razem z Danger [4]: Poskramiaczka


Advertisement

Customize
This page was loaded Nov 14th 2009, 12:44 pm GMT.