Here it comes, yet another chapter of "Living with Danger" by whydoyouneedtoknow. I know, you've been waiting for some art - something might appear in a couple of days, but I can't promise anything, I'm still working on it and I don't have a clue when it's going to be ready. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zapraszam na kolejny rozdział "Razem z Danger". Mam nadzieję, że będzie się wam go czytało conajmniej tak miło, jak poprzednie części. Zapraszam! Rozdział 5: Planowanie
Remus Lupin budził się powoli. Zastanawiał się, czemu czuł się dziwacznie, dotyk czyjej ręki czuł i, generalnie, co się działo. Widok księżyca, którego blask wpadał przez okno, nie pomagał w zrozumieniu tej sytuacji ani trochę.
Dzisiaj jest pełnia. Nadal powinienem być wilkiem.
Spojrzał na swoje ciało.
Och. Nadal jestem wilkiem.
Ale myślę. Mam ludzki umysł. Już nigdy nikogo nie zaatakuję.
Chyba mogę sobie z tym poradzić.
Zdecydowanie lepsze wyjście.
Danger spała obok niego, ściskając w ręku jedną z jego łap.
Powiedziała, że plotkarki z sąsiedztwa wsadzą nas do łóżka w przeciągu dwóch dni. Ale chyba nie dokładnie o to jej chodziło?
Ciekawe czy jeden dotyk działa przez całą noc, czy zachowuję ludzki umysł tylko przy stałym kontakcie fizycznym?
Ostrożnie oswobodził swoją łapę. Jeżeli stracę kontrolę i znów obudzi się we mnie wilk, upadnę na nią. Pewnie ją obudzę, ale lepsze to, niż gdybym miał ją zabić.
Nic się nie stało. Remus wydał z siebie westchnienie ulgi. Miała rację. Rzeczywiście jest poskramiaczką wilkołaków.
Ciekawe, co naukowcy o niej powiedzą.
Oczywiście jeżeli kiedykolwiek się o tym dowiedzą.
Remus poczuł mieszankę zapachów: kurzu, jedzenia, myszy, ludzi. Rozpoznał specyficzne zapachy Danger, Harry’ego i Neenie, i swój własny sprzed transformacji. Jego zmysł węchu był o wiele bardziej czuły niż u większości ludzi. Kiedy zmieniał się w wilka, jego węch wyostrzał się jeszcze bardziej. Remus mógł nawet powiedzieć, kiedy Danger trzymała każde z dzieci.
Trzymała Neenie zaledwie dwie godziny temu? To nie ma sensu. Chyba, że…
Przeszedł do salonu i otworzył okno pomagając sobie łapą i nosem. Wilkołak nie jest na tyle inteligentny, by to zrobić, dlatego Remus nie zabezpieczał okien na czas pełni. Teraz wyszedł z domu i pobiegł w kierunku samochodu zaparkowanego na ulicy.
No tak, Neenie śpi na tylnym siedzeniu. Nie potrwa to długo, bo zdaje się, że ma mokro. Zmarszczył nos. Był dość przenikliwy zapach.
Danger powinna ją wnieść do środka. Spanie w samochodzie przez całą noc nie jest zbyt bezpieczne.
Ale było bezpieczniejsze, niż jeszcze dwie godziny temu w moim domu.
Wykorzystując swoją nowo odkrytą wolność, wskoczył lekko przez okno i zaczął trącać Danger nosem, dopóki się nie obudziła.
– Co? Co się dzieje? – spojrzała na niego nieobecnym wzrokiem, po czym rozejrzała się dookoła. – Jak się czujesz?
Remus uśmiechnął się tak, jak to robią wilki: otworzył pysk i dyszał. Dobrze. Świetnie. Lepiej niż wspaniale. Nie jestem w stanie wyrazić, jak wiele to dla mnie znaczy.
– To nie próbuj. Dlaczego mnie obudziłeś?
Jesteś strasznie marudna w nocy.
– A ty jesteś zabójczo radosny.
Zaraz, zaraz. Nie powiedziałem tego na głos, nie potrafię tego robić jako wilk. Jakim cudem mnie słyszysz?
– Masz rację... – przerwała Danger. – Ciekawe…
Słyszysz mnie?
Remus usłyszał jej głos w swojej głowie. O mało co nie podskoczył z wrażenia.
Tak. Głośno i wyraźnie.
A to ciekawe. Musiało nam to zostać z tego wspólnego snu.
Przynajmniej nie muszę uciekać się do dziwacznych sposobów, żeby ci coś przekazać.
Co takiego?
Neenie ma mokro.
O mój Boże, Neenie! Zostawiłam ją w samochodzie!
To nie był zbyt dobry pomysł, przynieść ją gdy tu przyjechałaś, powiedział Remus. Ale teraz czemu nie?
Danger była już w połowie drogi do drzwi.
Gdy już zmieniła Neenie pieluszkę (Dziewczynka nawet się przy tym nie obudziła), Danger położyła ją na kocu rozłożonym na podłodze w salonie. Remus zwinął się w kłębek obok niej, a Danger ułożyła się na kanapie.
Czy śniłeś ten sam sen co ja? spytała Danger.
Ślub?
Tak… Ten sam sen, który miałam dwa dni temu, jeszcze zanim cię poznałam. Tylko tym razem to zadziałało w obie strony. Ja dowiedziałam się wszystkiego o tobie, a ty o mnie.
Niesamowite… Czułem się tak, jakbym znał cię od lat.
Tak jak i ja. Danger przewróciła się na brzuch i spojrzała na wilkołaka leżącego u jej stóp. Podtrzymuję to, co powiedziałam, gdy tańczyliśmy.
Remus spotkał jej spojrzenie. Ja też.
Zapadła cisza, ale nie była ona niezręczna. Po prostu rozmyślali nad pewną ważną rzeczą.
To właśnie jest to. Ale potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby przyzwyczaić się do tego niesamowitego uczucia zwanego miłością, pomyślał Remus. I do tych wspaniałych ludzi, którzy mnie kochają. Danger zapewne też tego potrzebuje. Spojrzał czule na Neenie, która spała i, jakżeby mogło być inaczej, ssała kciuk.
Napisałeś już do Alety? spytała Danger po krótkiej chwili.
Dzisiaj rano. Powinna odpisać do jutra, a właściwie do dzisiaj.
Wspaniale. Harry cały czas pytał o ciebie i o Łapę. Rozpieściłeś go, nie jest już zadowolony, gdy zostaje tylko ze mną i z Neenie, zażartowała Danger.
Nie wydaje mi się, że można by go było rozpieścić, cokolwiek by się nie zrobiło.
Dursleyowie robią, co mogą, westchnęła Danger.
Nie rozmawiajmy o nich, nie dzisiaj. Muszę ci zadać pytanie.
Tak?
Kiedy się pobierzemy na jawie?
Nastąpiło pięć sekund absolutnej ciszy.
Gdyby ktokolwiek mi o tym powiedział rok temu, pomyślałabym, że zwariował, odparła w końcu Danger.
Ja też. Pewnie uwierzyłbym w więcej rzeczy niż ty, ale na pewno nie we wszystko. Unikasz odpowiedzi na pytanie.
Nie naciskaj. Danger spojrzała na sufit. Powiedz mi, jeżeli się pobierzemy, będziesz spokojny w czasie pełni, bo ja będę z tobą. Mielibyśmy normalny dom (mniej więcej), dwójkę kochających się rodziców i dziecko. Czy mielibyśmy szansę dostać opiekę nad Harrym?
Dobre pytanie. Remus pogrążył się na chwilę w myślach. Jest jakaś szansa, dodał. Ale nic więcej. Mogą istnieć inne, magiczne powody, dla których Harry jest bezpieczniejszy u swojej rodziny, które obalą każdy argument, jaki przedstawimy.
Bezpieczny przed czym? rzuciła Danger ostrym tonem. Przed biciem?
Biciem? Oni znęcają się nad nim?
Nie mam namacalnych dowodów, ale tak mi się wydaje. Dzisiaj wzdrygnął się, gdy podniosłam rękę w górę. Żadne normalne dziecko tego nie robi.
Remus warknął. Poczuł jak jego wilczy umysł się budzi. Zabij… Zabij… Wypij krew tych, którzy ranią szczenię…
Danger pogłaskała go po głowie. Pragnienie zabijania ucichło.
Dzięki.
Nie ma o czym mówić.
Nadal nie odpowiedziałaś mi na pytanie. powiedział Remus, kierując rozmowę na lżejszy temat.
Uwierz mi, chcę, odparła Danger smutnym tonem. Gdyby chodziło tylko o nas, powiedziałabym: pobierzmy się nawet jutro. Chciałabym, żebyśmy pobrali się jutro. Ale tu nie chodzi tylko o nas. Chodzi o małego chłopca, którego oboje kochamy, i który nie ma zapewnionych wszystkich potrzeb. My – dorośli – możemy robić, co chcemy. On jest bezbronny. Powinniśmy myśleć najpierw o nim, dopiero potem o nas samych.
Jestem za. Lub raczej leżę za. A niech to. Harry jest najważniejszy. Remus ziewnął szeroko. Myślę, że powinniśmy kontynuować tę rozmowę rano.
Może być. Danger wierciła się na kanapie, aż w końcu ułożyła się na brzuchu. Jedna jej ręka zwisała, dotykając grzbietu Remusa. To w razie, gdyby wilk się w tobie budził w nocy, wytłumaczyła.
Jestem ci za to wdzięczny.
Dobrze, bo właściwie to potrzebuję wymówki, żeby być blisko ciebie. Danger zachichotała, zarówno w myślach, jak i na głos.
Naprawdę jestem za to wdzięczny, odpowiedział Remus, wykorzystując łączącą ich więź, by przekazać jej uczucie rozbawienia, które go wypełniało. Śpij słodko.
Nawzajem.
~~oOo~~
Tratwa płynęła dalej z nurtem rzeki. Remus czuł, że Harry staje się coraz cięższy. Kiedy na niego spojrzał, zauważył, że chłopiec rośnie na jego oczach – wyglądał już na trzylatka, podobnie jak Neenie. Danger była równie zdumiona jak on.
Syriusz wyciągnął ręce do Alethy. Przyjęła je z uśmiechem, a chwilę później, gdy przerwali uścisk, Aletha trzymała w dłoniach perłę, która błyszczała delikatnie w promieniach słońca. Remus nigdy wcześniej nie widział piękniejszego klejnotu.
Danger posadziła Neenie obok siebie na tratwie. Zarówno ona, jak i Harry, rośli dalej. Wyglądali już bardziej na małe dzieci niż maluchy, które dopiero uczą się chodzić. Remus zauważył, że im Harry jest starszy, tym bardziej przypomina ojca.
Ciche wołanie zwróciło ich uwagę. W kierunku ich tratwy płynęła kobieta z małym smokiem na plecach. Gonił ją mężczyzna ze złością wyraźnie malującą się na twarzy. W oczach kobiety zobaczyli błaganie.
Syriusz wyciągnął ręce, wziął od niej smoczątko i posadził je obok Neenie i Harry’ego. Kobieta uśmiechnęła się do nich, po czym odwróciła się i popłynęła w kierunku swojego prześladowcy. W połowie rzeki zanurzyli się pod wodę. I już nie wynurzyli się więcej.
Smoczątko zwinęło się na kolanach Syriusza, drżąc z zimna. Gdy jednak promienie słońca padły na jego skórę, przeciągnęło się i ziewnęło, pokazując im swoje piękne łuski. Dorośli pogłaskali je po grzbiecie, a ono pomrukiwało z radości.
To musi być kolejny sen. To zdecydowanie nie ma sensu. Ale za to jest spokojnie i całkiem przyjemnie…
Danger uśmiechnęła się do niego. Odpowiedział uśmiechem.
Drap tak. Bardzo przyjemne…
Zamknął oczy, grzejąc się w promieniach słońca…
~~oOo~~
Remus Lupin obudził się nagle, świadomy kilku faktów.
Po pierwsze, był ranek, i wrócił już do ludzkiej formy. Zazwyczaj rozkoszował się tym uczuciem w samotności. Tego jednak dnia na jego kanapie spała bardzo atrakcyjna (przynajmniej w jego oczach) kobieta. Jej ręka dotykała jego skóry. Nie żeby narzekał – to było dość przyjemne – ale biorąc pod uwagę, że nie miał nic na sobie... Gdyby się teraz obudziła, znaleźliby się w niezręcznej sytuacji.
Co więcej, pozycja w której się znajdował, była zapewne wygodna dla wilka, ale na pewno nie dla człowieka.
Chyba mam skurcz w nodze.
Po trzecie, ktoś właśnie zadzwonił do drzwi.
Rozejrzał się szybko i spostrzegł koc, którym się szybko przykrył w chwili, gdy Danger poruszyła się, kiedy dzwonek zabrzmiał po raz drugi.
– Mmmm? – mruknęła zaspanym głosem.
– Ktoś dzwoni do drzwi – powiedział Remus.
– To idź otwórz.
– Nie mogę. Jestem nieubrany.
Danger otworzyła oczy i spojrzała na niego badawczym wzrokiem.
– Och.
– Otworzysz?
– Nie mieszkam tu.
– Ktokolwiek to jest, nie musi o tym wiedzieć. Powiedz, że jestem w łazience, i że zaraz zejdę. Mogłabyś zamknąć oczy na chwilę?
– Wczoraj mi się oświadczyłeś, a teraz nagle stałeś się nieśmiały?
– Jeszcze nie jesteśmy małżeństwem.
Dopiero gdy Danger zamknęła oczy, Remus owinął sobie koc dookoła bioder, rzucił jej szybkie „zaraz wracam” i pobiegł na górę. Na schodach usłyszał, jak Danger woła "Chwileczkę!" do osoby stojącej przed drzwiami. Był już w łazience, kiedy usłyszał pisk kobiecego powitania, a raczej chórek na dwa głosy:
Kto to może… Och, to musi być Aleta.
Przyszła osobiście zamiast odesłać sowę? Zdecydowanie zwróciłem jej uwagę.
Nie będę się spieszył – mają całe lata do nadrobienia.
Kiedy był wreszcie gotowy zejść na dół, pisku nie było już słychać. Zamiast tego Aleta zaprzyjaźniała się właśnie z Neenie.
– Witaj Remusie – przywitała go. – Nie sądziłam, że zastanę cię w towarzystwie tej mąciwody.
– Och, i kto to mówi? – rzuciła Danger. – Kto włożył żabę do skrzynki pocztowej pani Walsh?
– A kto przykleił monety pięćdziesięciopensowe do chodnika?
Wyglądało na to, że mogą tak bez końca, więc Remus przerwał im pytaniem:
– Macie ochotę na śniadanie?
– Jeżeli ty gotujesz, to nie – odpowiedziała szczerze Aleta.
– Ja coś zrobię. Co masz w lodówce oprócz lodu? – spytała Danger.
Zdecydowali się na naleśniki. Jedli już drugą rundę, kiedy Aletha zadała nurtujące ją pytanie.
– Więc o co chodzi z Harrym?
Remus i Danger wymienili spojrzenia.
– Ty zaczynasz – rzucił Remus, sięgając po kolejny naleśnik.
Danger wyjaśniła, gdzie i z kim mieszkał Harry, i co złego się działo. Aleta sprawiała wrażenie spokojnej, ale Remus zauważył, że kawałek po kawałku darła na strzępy papierową serwetkę.
Remus przejął pałeczkę, opowiadając o snach Danger, a także o tym, skąd wiedzieli, że są prawdziwe. Kiedy dotarł do momentu, w którym była mowa o Glizdogonie, i o tym, że Syriusz nie zdradził rodziców Harry’ego... Twarz Alethy wyglądała tak, jak musiała wyglądać jego twarz ostatniej nocy, gdy Danger powiedziała mu, że jest poskramiaczką wilkołaków. W jej oczach odmalowało się najpierw zdziwienie, potem radość, wreszcie pełna niedowierzania nadzieja. Sprawiała wrażenie szczęśliwej, jakby właśnie zrealizował jej najskrytsze pragnienie..
Może to zrobiłem. Kochała – nie, kocha – Syriusza. A ja właśnie jej powiedziałem, że jej ukochany nie jest zdrajcą i mordercą, za którego go miała przez ostatnie pół roku.
– Muszę się do czegoś przyznać – dodał Remus. – Dlatego właśnie Peter, James i Syriusz zostali Animagami. Ja jestem… – Trudno było mu to powiedzieć. Danger ścisnęła go za rękę. Nabrał powietrza i… – Jestem wilkołakiem.
– Wilkołakiem? – powtórzyła Aleta, otwierając szeroko oczy ze zdumienia.
– Tu wilk – powiedziała Danger gardłowym głosem – a tu dom jego.
Aleta wpatrywała się w nich przez chwilę, po czym lekko się uśmiechnęła.
– Dlaczego to powiedziałaś?
– Myślałam, że tego byś chciała.
– Nie, nie chcę.
– Jak chcesz, ja się dostosuję – powiedzieli jednocześnie Danger i Remus, po czym cała trójka wybuchła śmiechem.
Dziękuję, powiedział Remus w myślach do Danger. Mogło być dużo gorzej.
Nie wydaje mi się. Ona cię zna i ci ufa. Nie zmieniłeś się tylko dlatego, że dowiedziała się o tobie czegoś nowego.
Zdziwiłabyś się, jak wielu ludzimyśli inaczej. Remus zaskoczył samego siebie gorzkim brzmieniem swoich myśli.
Zapomnij o tym, szepnęła Danger. Ja cię kocham, Neenie i Harry też, Letha ci ufa. Spójrz na nią. Nie wygląda na przerażoną ani zdenerwowaną. Jest tak samo rozluźniona, jak dziesięć minut temu.
– Co za ulga – powiedziała Aleta, nie zwracając uwagi na ich wymianę myśli. – Zawsze się zastanawiałam, dlaczego znikasz na kilka dni w miesiącu. Teraz już wiem. Poza tym, wilkołaki nie są niebezpieczne poza pełnią, prawda?
– Zgadza się – Remus uśmiechnął się, zdając sobie sprawę, że może coś do tego dodać. – W zasadzie ja nie jestem już niebezpieczny nawet podczas pełni.
– Słucham?
Opowiedzieli jej o niezwykłych zdolnościach Danger. Aleta była pod wrażeniem tego, co usłyszała. Dała Danger swoją różdżkę na próbę. Z końca wystrzeliło więcej iskier, niż gdy używała różdżki Remusa. Poczuł się odrobinę zazdrosny.
To różdżka wybiera czarodzieja, przypomniał sobie. Albo czarownicę.
Mimo to nadal go to irytowało.
– Więc tak. Mamy dwie rzeczy do zrobienia, i to jak najszybciej. Musimy wydostać Syriusza z Azkabanu i Harry’ego z tamtego domu – powiedziała Aleta.
– A co z Glizdogonem? – sprzeciwił się Remus.
– No dobrze, trzy rzeczy. Ale nie mam pomysłu jak to zrobić. Znaczy się – tak, mamy ten wiersz, i wiemy, że Glizdogon jest w pobliżu ludzi o rudych włosach. O ile to jest właściwa interpretacja. Ale na świecie żyją tysiące rudzielców, więc tak naprawdę może być wszędzie. Myślę, że na razie powinniśmy sobie dać z nim spokój.
– W takim razie jak uwolnimy Syriusza bez Glizdogona? – spytał Remus.
– Są dwa sposoby. Legalnie, lub nielegalnie. Legalnie, bez Glizdogona, będzie nam trudno udowodnić, że to nie Syriusz zabił tych wszystkich ludzi.
– Trudne? Raczej niemożliwe – żachnęła się Danger, krojąc naleśnik na kawałki dla Neenie.
– Oj, wiesz, o co mi chodzi – westchnęła Aleta, szturchając żartobliwie przyjaciółkę. – Ale masz rację. To będzie w zasadzie niemożliwe. Czyli zostaje nam sposób nielegalny.
– Wykradzenie go stamtąd – powiedział Remus. –To ma być rzekomo niemożliwe.
– Niemożliwe też było pokonać Sam–Wiesz–Kogo – odparła Aletha. – A Harry Potter nie miał znajomych w ministerstwie z dostępem do tajnych archiwów. Wy macie. Mogę dowiedzieć się o Azkabanie tego, czego na pewno nie wie pierwsza lepsza czarownica. Na przykład, gdzie dokładnie leży i jak tam się można dostać.
– Przecież dementorzy wyczują dodatkową osobę chodzącą po korytarzach, prawda? – zauważył Remus. – Znaczy się, oni nie mają dusz, ale nie są głupi.
– Nie, ale są ślepi, – powiedziała Aleta, zastanawiając się nad czymś. – Mam pomysł, a raczej mały przebłysk. Muszę to przemyśleć na głos.
Wstała z krzesła i zaczęła przemierzać kuchnię w tę i z powrotem.
– Dementorzy nie widzą. Poruszają się dookoła, używając słuchu i wyczuwając ludzkie emocje. Mogą wskazać, gdzie jest jakiś człowiek, jeśli wyczują jego emocje. Gdzie są ludzie. Ludzkie uczucia. Ludzie.
– A co ze zwierzętami? – spytała Danger. – Czy są w stanie wyczuć emocje zwierząt?
– Nie wiem – powiedziała Aleta, budząc się z zamyślenia. – Ja… nie wiem. Pomyślmy. Zwierzęce uczucia. Czy zwierzęta mają uczucia?
– Nie widziałaś nigdy psa, któremu nie dasz na czas kolacji? – spytał Remus. – Zaufaj mi, zwierzęta mają uczucia. Są one inne niż ludzkie, nie tak skomplikowane…
– Więc może dementorzy nie wyczuliby zwierzęcia – przerwała mu Danger. – Przynajmniej nie tak łatwo jak człowieka.
– No to zwierzę mogłoby się tam dostać, ale nadal nie rozumiem…
– Pełnia – rzucił Remus, pstrykając palcami. – Ja to zrobię, podczas pełni. Kiedy jestem wilkiem. Nie wyczują mnie, bo jestem zwierzęciem. Zachowam ludzki umysł, więc będę w stanie ich zmylić, a Syriusz może to zrobić jako Łapa.
– To jest to – Aleta z radością uderzyła pięścią w stół. – To jest to! Tego właśnie szukałam. Wy dwoje wpadliście na to szybciej niż ja. – Uśmiechnęła się do nich szeroko. – Można by powiedzieć, że jesteśmy zgraną drużyną.
– Jakie zamki mają tam w drzwiach? Czy to coś prostego, co Remus otworzy łapami, czy używają kluczy? Takie zamknięcie będzie trudniej otworzyć bez rąk – spytała Danger.
– Dowiem się tego – powiedziała Aleta. – Jutro czeka mnie trochę szperania w papierach.
Napięcie w pokoju było niemal namacalne. Remus był w stanie je wyczuć nawet ograniczonym ludzkim węchem.
– A co z Harrym? – zapytał.
– Och, to proste – Danger machnęła ręką. – Trzeba wpaść, chwycić go i zniknąć. Skoro mamy zamiar uwolnić przestępcę z więzienia, to i tak będziemy musieli go gdzieś ukryć. Równie dobrze możemy ukrywać ich obu.
– Racja – powiedziała Aleta. – Czy myśleliście już o tym gdzie ich ukryjemy i jak? Wszyscy będą ich szukali, jak tylko pojawi się wiadomość o ich zniknięciu.
– Syriusz ma świetny kamuflaż. Nikt poza mną, Jamesem i Peterem nie wiedział, że był Animagiem. Nieco trudniej będzie z Harrym – odparł Remus.
– Ufarbujemy mu włosy… – powiedziała Danger, patrząc w zamyśleniu na brązową czuprynę Remusa. – Chwileczkę. Aleta, spójrz na nas – wskazała na siebie, Neenie i Remusa. – Czy wyglądamy jak rodzina?
– Jasne – kiwnęła głową Aletha. – Gdyby Harry miał brązowe włosy, mógłby uchodzić za brata Neenie.
– To jest myśl. – Remus czuł jak rozpiera go radość. – Młode małżeństwo, ich dzieci – dwujajowe bliźniaki – i pies. Normalna rodzinka.
– Potrzebujecie tylko domu albo mieszkania – dodała Aleta. – Może być trudno znaleźć miejsce, gdzie nie będą mieć nic przeciwko dzieciom i zwierzętom. Koszty wynajmu bywają wysokie.
– Jeżeli wydobędziemy Syriusza z więzienia, pieniądze nie będą problemem. – powiedział Remus. – Jeśli tylko ma się właściwy klucz, goblinom jest wszystko jedno, z czyjej skrytki wyciąga się pieniądze. Co więcej, nikomu nic nie powiedzą.
– Gobliny? – spytała Danger. – O tym chyba jeszcze nie mówiliśmy.
Aletha wzięła na siebie ciężar wyjaśnień odnośnie Banku Gringotta, goblinach i finansach czarodziejów. Danger słuchała uważnie, w tym samym czasie wycierając Neenie ręce. Remus rozsiadł się w fotelu i rozmyślał nad zmianami w jego życiu, które zaszły w ciągu tych ostatnich dwóch dni.
Niech no pomyślę. Mam kontrolę nad tą częścią mojej osoby, której nigdy nie byłem w stanie opanować. Zdobyłem żonę i dwoje kochających dzieci, wchodzących właśnie w bardzo niewygodny wiek dwóch lat, ale poradzimy sobie z tym. Co więcej, odzyskałem dwoje przyjaciół.
Chociaż jedno z nich przeżywa teraz piekło na ziemi.
Skrzywił się. Myśl o tym, że Syriusz siedzi teraz w Azkabanie za morderstwo, którego nie popełnił, była co najmniej bolesna.
Ale przynajmniej wiemy, że jest niewinny, i wyrwiemy go stamtąd.
Trzymaj się, Syriuszu. Nadchodzimy.
Tylko się trzymaj. |