Here comes another long, long fic that I'd like to publish here. The original is called "Of Debts and Debt Collection". It was written by
ttfs and can be found here:
LINK. Enjoy!
Tak, tak, "Długi" zawitały i na mój LJ. Przyjemnej lektury!
Tytuł oryginalny: Of Debts and Debt Collection
Tytuł polski: Długi
Autorka:
ttfsLink: TUNa dobry początek zapoznajmy się z definicją uwodzenia autorstwa Severusa Snape’a:
"W świecie, w którym kontaktem fizycznym obdarzamy tak łatwo, nadal są i tacy, którzy uważają, że jest on o wiele bardziej pożądany, gdy nagradza się nim zwycięzcę bitwy woli, burząc cienkie ściany oporu, poddając się tym cechom, które czynią z nas ludzi. A zatem to właśnie jest pięknem uwodzenia – przemiana rzeczy zwykłych w tak przejmujące, że chciałoby się krzyczeć za nimi każdą cząstką naszego bytu. Dopiero wtedy oddałabyś życie za tę osobę, która spełni twoje pragnienie chociaż ten jeden, jedyny raz”
"Niektórzy mówią, że uwodzenie oznacza skłanianie niechętnej osoby do gry. Śmiem się nie zgodzić. Uważam, że uwodzenie jest prawdziwą sztuką perswazji. Że ofiara, jeśli tak wolisz, w końcu przychodzi do ciebie z własnej woli, błagając by ją posiąść."Jednakże musimy zacząć od początku…
Rozdział 1: Słońce również gaśnieHermiona Granger siedziała nad jeziorem patrząc w dal. Spędziła tam długie godziny, zatopiona w myślach, z rzadka wracając do teraźniejszości na wystarczająco długo, aby ocenić upływ czasu po pozycji słońca.
Wymknęła się cicho, kiedy wszyscy byli wciąż zbyt zszokowani ostatnimi wydarzeniami, aby wypowiedzieć choć jedno pełne zdanie bez wybuchnięcia płaczem. Przyszła tutaj, do jednego z niewielu miejsc, gdzie mogła być sama. Dla niektórych żałoba to czas spędzony na spotkaniach z bliskimi, na próbach zrozumienia “dlaczego”. Dla innych – czas na zamknięcie drzwi, zgaszenie świateł i rozmyślanie.
Hermiona należała do tej ostatniej grupy.
Życie właśnie się zmieniło, zupełnie jakby trzęsienie ziemi podniosło jej świat i cisnęło z całej siły bez krztyny uwagi. W momencie, kiedy powinna martwić się tylko o oceny i własną przyszłość, zamartwiała się o bezpieczeństwo jednego z jej najlepszych przyjaciół, opłakując śmierć mężczyzny, którego szanowała i kwestionując własną ocenę innego, którego podziwiała wbrew opinii innych.
Nic nie miało sensu. Pytania napływały do jej myśli jedno za drugim, walcząc o pierwszeństwo w jej umyśle. Pytania „jak?” i, co ważniejsze, „dlaczego?” męczyły ją bezlitośnie. Było ich tak wiele, że nie była w stanie odpowiedzieć na żadne z nich. Logiczna część jej umysłu buntowała się przeciw temu, odmawiała uznania rzeczywistości za prawdę. Jak naukowiec, który przeprowadza szczegółową analizę, musiała rozłożyć wydarzenia ostatnich dni na czynniki pierwsze, aby zrozumieć. Wzdychając, schyliła głowę i przyciągnęła kolana do siebie, opierając na nich czoło.
Przekręciła głowę. Obserwowała teraz mgiełkę unoszącą się nad spokojną taflą jeziora. Szkolne sowy cicho latały nad jej głową, prześlizgując się leniwie między obłokami. Przemknęło jej przez myśl, iż to okrutna ironia, że przyroda pozostaje niezmienna nawet w obliczu takiego okrucieństwa. Milczy, jest nieruchoma, nie ocenia. Tak ważna osoba opuściła ten świat, a dni mijają dzień za dniem, tak jakby nic się nie stało.
Przestała płakać wiele godzin temu. Im była starsza, tym trudniej jej było okazywać emocje.
Inteligencja to przekleństwo w przebraniu, pomyślała,
ponieważ zmusza do analizowana przed odczuwaniem, do skrywania emocji w chwili, gdy sytuacja wymaga prostej reakcji.Czasami wydawało się jej, że te bariery, które wzniosła wokół siebie nie są niczym dobrym. Zwłaszcza, gdy myślała o Severusie Snapie.
Ile barier emocjonalnych wzniósł przez te wszystkie lata? Wyśmiewano ją w szkole za jej chęć do nauki, za bycie inną, ale nie dało się tego porównać z bólem i odrzuceniem, które on musiał znosić. Nie chciała być taka, jak on – chował uczucia pod tak wieloma warstwami, że najprawdopodobniej całkowicie zapomniał, jak się je okazuje.
A teraz? Teraz tylko miała nadzieję, że istniało jakieś wytłumaczenie.
Spojrzała w kierunku zamku. W oknach Wielkiej Sali odbijało się światło świec. Najprawdopodobniej zebrani tam ludzie rozmawiali o zmarłym dyrektorze i czasie, który spędził między nimi. Wiedziała, że powinna do nich dołączyć, ale jak na razie była jedynie w stanie obserwować spokojne jezioro. Patrzyła na zachodzące słońce, które powoli chowało się za drzewa, otaczając je pomarańczowym blaskiem. Pomarańcz i czerwień wkrótce ustąpiły miejsca szarości, a spadająca temperatura wywołała dreszcze.
Powoli, chociaż niechętnie, Hermiona podniosła się z ziemi. Obrzuciła ostatnim spojrzeniem wieżę astronomiczną, wzięła głęboki oddech i poszła w kierunku zamku.
~~oOo~~Członkowie Zakonu Feniksa zebrali się w gabinecie dyrektora. Niektórzy pogrążeni byli w cichych rozmowach, pozostali – opłakiwali zmarłego. Skrzaty przyniosły herbatę i kanapki, roniąc łzy, kiedy stawiały tace na biurku.
Hermiona siedziała przy oknie, obserwując Harry’ego i dyrektor McGonagall przeglądających wspomnienia z myślodsiewni Dumbledore’a. Mieli nadzieję, że znajdą tam wytłumaczenie ostatnich wydarzeń. Spojrzała na pustą żerdź, na której zazwyczaj siedział Fawkes. Widok ten spowodował przypływ smutku.
Pragnąć pomóc im w jakiś sposób, kiedy wrócili po obejrzeniu kolejnego wspomnienia, zapytała:
– Może ja też pomogę?
– Ależ oczywiście – odpowiedziała McGonagall. Wyglądała na zmęczoną i lekko zdezorientowaną. – Harry, usiądź i zjedz coś. Nie miałeś ani chwili wypoczynku od samego rana.
– Tak zrobię.
Hermiona spojrzała Harry’emu w oczy i przytrzymała go za rękę. Wymienili znaczące spojrzenia. Harry wziął do ręki kubek z herbatą, ale zrezygnował z kanapek. Jedzenie nie wchodziło w grę.
– W porządku, jesteś gotowa, Hermiono? – spytała McGonagall, poprawiając kapelusz i biorąc głęboki oddech.
– Tak – odpowiedziała Hermiona. Odczuła ukłucie winy – to nie one powinny oglądać te wspomnienia. Dumbledore powinien był się nimi podzielić sam.
Zbliżając twarz do powierzchni myślodsiewni, McGonagall wybrała to wspomnienie, w którym miała na dzieję na odnalezienie wskazówek.
– Albusie, prowadź nas – szepnęła.
Stały w lesie. Obserwowały, jak dwie osoby zagłębiają się między drzewa, w dziką, niezbadaną głuszę. W świetle księżyca mgła otaczająca drzewa wyglądała jak pasma włosów, poruszane delikatnym wiatrem.
– Dyrektorze, z całym szacunkiem… starałem się dowiedzieć, co planuje, ale nie chce mi nic wyjawić.
– Severusie, musisz dalej próbować. Wiesz, jakie to jest ważne.
– A co jeśli nie chcę już więcej tej odpowiedzialności? Nie dam rady znieść więcej.
Przez jego głos przebijała się rozpacz. Hermiona poczuła dreszcz strachu.
Profesor Snape, niepewny? To jest coś poważnego.Dumbledore zatrzymał się i stanął twarzą w twarz z Severusem. Przez chwilę nie mówił nic, a po chwili podjął decyzję.
– Severusie, musisz to zrobić. Nie ma innego wyjścia. Nie możemy cię stracić, musisz dalej pracować jako szpieg dla Zakonu – powiedział Dumbledore zdecydowanym tonem.
– Zwolnij mnie z tego, nie mogę… – głos Severusa odmówił mu posłuszeństwa. Hermiona ścisnęła mocno dłoń Minerwy. Tak wiele bólu, poczucia winy i porażki kryło się w jego słowach…
– Severusie, posłuchaj…
– Nie – przerwał Snape, bez mała jęcząc. – Nie mogę zrobić tego, o co prosisz. Odmawiam.
W tym momencie obie czarownice wstrzymały oddech.
Hermiona obserwowała Severusa – spuścił głowę, a dłonie zacisnął w pięści. Kręcił głową na boki. Wydawało jej się, że jedyną rzeczą, która go jeszcze tam trzyma, było poczucie odpowiedzialności wobec starszego czarodzieja, jakaś niezaprzeczalna więź.
Dumbledore patrzył przez chwilę na ziemię, po czym podniósł wzrok i spojrzał Severusowi w oczy. Kiedy przemówił, jego ton był surowy. Hermiona przypuszczała, że z jego oczu zniknął ten słynny blask.
– Severusie, pamiętasz tę noc, kiedy przyszedłeś do mnie dawno temu, prawda?
– Tak, ależ oczywiście.
– A czy pamiętasz, co wtedy między nami zaszło?
– Tak.
Hermiona zwróciła uwagę na ból, który dał się słyszeć w jego głosie. Jego ton zmienił się – z gorączkowego zaprzeczenia przeszedł w szept, jakby Snape był świadomy, że jego walka skazana jest na przegraną. Ta scena przypominała Hermionie upominanie małego dziecka, które zrobiło coś złego, za co jest karcone w możliwie delikatny sposób – poprzez przypomnienie o obowiązkach i o tym, że ich nie spełniło. Widać było wyraźnie, że Severus wiedział dokładnie, do czego ta rozmowa prowadzi. I nie podobało mu się to ani trochę.
– Severusie, spójrz na mnie. Tej nocy, kiedy cię przygarnąłem, stanąłem w twojej obronie. Ocaliłem twoje zmysły i najprawdopodobniej twoje życie przed wieloletnim wyrokiem w Azkabanie, prawda? – powiedział Dumbledore.
Severus nie odwrócił wzroku, kiedy odpowiedział.
– Tak.
– Obserwowałem cię odkąd skończyłeś jedenaście lat. Twoje serce i twoja dusza wędrowały przez jakiś czas po niewłaściwych ścieżkach, ale wciąż pozostają dobre i szczere. Ufam ci na moje życie, dlatego teraz proszę cię…
– Jestem wycieńczony i robię błędy! Złożenie tej przysięgi Narcyzie było rażącym błędem, za który zapłacimy wszystkim! – wybuchnął Severus.
Dookoła Snape’a powiał mocniejszy wiatr, układając liście w kręty wzór. Miała wrażenie, że przyśpiesza w rytm oddechu Severusa. Przez chwilę Dumbledore zdawał się być zajęty promieniami światła tańczącymi na jego dłoniach. Hermiona i McGonagall wymieniły spojrzenia, potwierdzając, że obie zobaczyły to samo.
– Nie jestem już potrzebny, skoro popełniam błędy, czy ty tego nie rozumiesz? – wrzasnął. Severus przybrał wygląd osoby, która za chwilę powie coś ostrego bez zwracania uwagi na konsekwencje. – Mam dosyć biegania między psychopatą, a byciem pionkiem w twoim wielkim planie dotyczącym Pottera! Tak samo pragniesz władzy jak Czarny Pan, wykorzystujesz ludzi aby służyli „większemu dobru”! – wykrzyczał Severus.
Przez cały wybuch Severusa Dumbledore patrzył spokojnie na młodszego czarodzieja, przyjmując rzucane oskarżenia bez mrugnięcia okiem.
Hermiona widziała, jak jego pierś unosi się i opada. Severus rzucił okiem na starszego czarodzieja. Najwyraźniej zdawał sobie sprawę, że jego wybuch był dość niesprawiedliwy i oczekiwał na reakcję. Wyprostował się i spojrzał Dumbledore’owi prosto w oczy.
– Rozumiem, jak się czujesz, Severusie, ale musisz zrozumieć moją sytuację. Tu chodzi o coś więcej niż ty i ja – powiedział Dumbledore zadziwiająco spokojnym tonem.
– W ogóle mnie nie rozumiesz – mruknął Snape jadowicie. Nie musiał nawet podnosić głosu.
Hermiona przestąpiła z nogi na nogę, kiedy patrzyła, jak zazwyczaj opanowany Mistrz Eliksirów traci nad sobą kontrolę. Zrozumiała, o co Dumbledore go prosi. Nie była w stanie wyobrazić sobie bitwy, która toczyła się w myślach Severusa.
Dumbledore podniósł głowę. Jego postawa mówiła „Mam już tego dosyć”.
– Wystarczy, Severusie – powiedział cicho.
Severus wyglądał tak, jakby oczekiwał ataku – pochylił głowę, oddychając ciężko, a wzrok wbił w jeden punkt. Mimo ciemności panujących w lesie Hermiona widziała jego przepełnione wściekłością i bólem oczy.
Dumbledore spojrzał na młodszego czarodzieja.
– Severusie, to już nie jest prośba. Nie będziemy o tym więcej dyskutować.
Hermiona zauważyła, że coś zmieniło się na twarzach obu czarodziejów. Dumbledore wyglądał na zdeterminowanego. Z kolei oczy Severusa rozszerzyły się lekko – zrozumiał, do czego to prowadzi.
– Severusie Snape, wzywam cię do spłacenia długu życia.
Hermiona nigdy nie sądziła, że zobaczy Mistrza Eliksirów stojącego bez ruchu tak długo.
Wyglądał na zaszokowanego.
Kiedy spróbował się odezwać, za pierwszym razem głos odmówił mu posłuszeństwa. Hermiona nie mogła uwierzyć, że jej profesorowi brakuje słów.
Za drugim razem uklęknął na jedno kolano przed Dumbledorem. Do jej uszu doszedł cichy szept.
– Moje życie należy do ciebie. Zrobię wszystko, o co poprosisz.
Hermiona i Minerwa oczekiwały, że wspomnienie w tym momencie się skończy, ale las zniknął tylko na chwilę, a w jego miejsce pojawiły się korytarze zamku. Dookoła nich trwała bitwa. Śmierciożercy pojedynkowali się z uczniami, zaklęcia świstały dookoła. Hermiona zdziwiła się, gdy zobaczyła Severusa biegnącego obok nich. Potem zrozumiała.
– Pani profesor, skąd mamy to wspomnienie? – spytała, instynktownie uchylając się przed zaklęciem lecącym w jej stronę.
– Cicho, idziemy! – zawołała McGonagall, po czym obie podążyły za Snapem.
Severus biegł po schodach. Odepchnął na bok pojedynkujących się Śmierciożercę i ucznia. Pędził po kręconych schodach, używając ściany jako wsparcia. Wbiegł przez drzwi z wyciągniętą przed siebie różdżką.
Objął wzrokiem rozpościerającą się przed nim scenę. Jego wyraz twarzy sugerował, że jego najgorszy koszmar stał się właśnie rzeczywistością. Dumbledore był otoczony przez Śmierciożerców. Opierał się o ścianę – wyglądał jakby był o krok od śmierci, ale jednocześnie na jego obliczu malował się spokój.
Draco odwrócił głowę i spojrzał na Snape’a. Drżał. Opuścił różdżkę. W jego oczach wypisana była porażka. Nie było potrzeby zagłębiać się w jego myśli, aby zauważyć jak bardzo wypełniała go panika i desperacja.
Nagle dały się słyszeć myśli Severusa.
„Chłopak nie zrobi… nie może… powinienem był przewidzieć…”– Severusie…
Hermiona i McGonagall wymieniły pełne zdziwienia spojrzenia, kiedy usłyszały wymianę myśli między Snapem a Dumbledorem.
– Pamiętaj, co mi obiecałeś, Severusie. Musisz to zrobić. Nie możesz zerwać przysięgi. Masz u mnie dług. Ocal Dracona.
– Nie… nie mogę. Nie poradzę sobie. Proszę, ja nie mogę już tak dłużej.– Jakim cudem słyszymy myśli Snape’a? To coś zupełnie innego. – Hermiona od razu zauważyła, że nie jest to zwyczajne wspomnienie.
Wspomnienie myśli i uczuć, dzielonych przez Snape’a i Dumbledore’a. Ta cicha rozmowa trwała dalej, podczas gdy Draco i Śmierciożercy przyglądali się obu mężczyznom bez słowa.
Na głos, Dumbledore powiedział:
– Severusie, proszę…
W myślach Mistrza Eliksirów pojawiła się myśl:
„Severusie, musisz to zrobić”.
„Nie, ja…"Hermiona i McGonagall podskoczyły zaskoczone, podobnie jak Snape, kiedy usłyszały wrzask Dumbledore’a w myślach Severusa.
„SEVERUSIE, ZRÓB TO TERAZ. ZRÓB TO, TY TCHÓRZU!”Hermiona wydała z siebie krzyk zdumienia, zasłaniając rękami twarz. Spomiędzy palców obserwowała McGonagall z szeroko otwartymi oczami.
– Albusie, nie! – szepnęła McGonagall.
W jednej chwili Severus zmienił wyraz twarzy. W myślach krzyknął:
„NIE. MÓW. DO. MNIE. TCHÓRZU!”Głośno ryknął:
„AVADA KEDAVRA!”~~oOo~~Hermiona ponownie siedziała przy oknie na parapecie w gabinecie dyrektora. Tysiące pytań pchało się jej na język, podczas gdy McGonagall opowiadała pozostałym, co widziały we wspomnieniu.
Minerwa westchnęła, usiadła na swoim krześle i spojrzała po ludziach zebranych w jej biurze.
– To właśnie widziałyśmy – potwierdziła. – Jeżeli chcecie zobaczyć sami, wspomnienie jest w myślodsiewni. Severus zrobił tylko to, czego wymagała od niego Niezłomna Przysięga oraz dług życia, który miał u Albusa.
– Słyszałam o czymś takim. O utrwaleniu pewnych wydarzeń, które miały miejsce kiedy dług życia jest zaciągany i spłacany, aby służyły jako dowód. Dumbledore musiał o tym wiedzieć – odezwała się Tonks.
– Nadal w to nie wierzę – powiedział Harry, krzyżując ręce na piersi. – Snape nie był nikim innym jak zdrajcą.
– Harry, proszę, uwierz nam. Widziałam jego twarz, kiedy Dumbledore go o to poprosił. Snape wypełnił tylko polecenie dyrektora, a i tak w końcu Dumbledore musiał go sprowokować – sprzeciwiła się Hermiona. Była świadoma tego, że pozostali członkowie Zakonu z uwagą przyglądają się tej wymianie zdań. W końcu broniła kogoś, komu wciąż nie ufali, mimo odnalezionych informacji.
– Nie obchodzi mnie, kto i co o nim mówi. Jeśli choć jeszcze raz zobaczę tego sukinsyna, zabiję! – rzucił Harry i wybiegł z pomieszczenia.
Hermiona wycofała się na swoje miejsce pod oknem. Na myśl o cierpieniu przyjaciela ogarnął ją smutek.
– Nie martw się, Hermiono. Każdy musi sobie poradzić z tym na swój sposób – powiedziała McGonagall, kładąc dłoń na ramieniu uczennicy. Hermiona wpatrywała się w okno. Jej czoło dotykało zimnej szyby, czuła chłodny powiew wiatru na własnej twarzy.
Tysiąc myśli pojawiło się w jej głowie. Zamknęła oczy i przeżywała to wspomnienie wciąż na nowo. Kiedy podniosła powieki, przeszedł ją dreszcz. Wydawało się jej, że ktoś się porusza tam daleko, w ciemnościach. Zmrużyła oczy, aby zobaczyć, kto to może być. Jej serce zamarło, kiedy zorientowała się, kogo widzi.
Severus Snape szedł chwiejnym krokiem po trawniku.
Długi[2]: Dziwny powrót do domu