Chciałam konferencję? Miałam konferencję.
Chciałam konferencję? Miałam konferencję.
Chciałam konferencję? Miałam konferencję.
A teraz muszę napisać artykuł naukowy z mojej prezentacji o drabblach.
Termin: wczoraj.
Siedzę właśnie z otwartym Łotrem, prezentacjami - wcześniejszą, z koła naukowego, i drugą wersją, z konferencji, z handoutem, który radośnie rozdałam na konferencji przed prezentacją i... No właśnie. Nie umiem tego napisać. *warczy* Mam nawet przykładowe artykuły, ale one nijak się mają do tego, co ja mam napisać. I do tego paraliżuje mnie to, że nikt wcześniej o drabblach artykułu naukowego nie napisał. Przynajmniej nie w Polsce. I potem mnie będą cytować, jeśli kiedykolwiek się komuś zachce o tym pisać, o ile dotrą do tego tomu pokonferencyjnego.
I o ile jeszcze mi zaakceptują artykuł, jeśli wyślę go DZISIAJ.
Pod warunkiem, że go napiszę.
Niech mnie ktoś przytuli... albo za mnie to cudo napisze...
*ocka kotecka*
Magd.
EDIT: Godzina 00:02,
aleks_andra masakruje artykuł. Podsumowanie jest do kitu, wstęp jest do kitu, ogólnie artykuł jest do kitu. Ale jak na debjut to chyba nie jest tragicznie... *nadzieja matką głupich*
EDIT2: Godzina 00:39, artykuł zmasakrowany, podobno logiczny i dobrze napisany O__o jak stwierdziła Ziaba. To teraz chyba tylko pozostaje mi wierzyć, że mimo przekroczenia terminu o całe dwa dni, jako że już po północy, mimo wszystko dopuszczą do druku... wysyłam jutro, chcę to jeszcze na spokojnie rano przeczytać. Pisałam jakieś 7 czy 8 godzin, od 16, z małymi przerwami. Skończyłam jakoś tuż przed północą. Tekst ma 2006 wyrazów i prawie 14 tysięcy znaków... a ja się bałam, że nie napiszę nawet wymagań minimum, tj. 2 stron a4 czcionką TNR 10, mam 3,5 strony XD A teraz pełznę spać, najwyższa pora :P