We miniony wtorek się było odbyło spotkanie z Bartoszem Wierzbiętą - absolwentem ILS-u (dla niezorientowanych: Instytut Lingwistyki Stosowanej UW), dialogistą i znanym tłumaczem - Nie muszę nikomu mówić, że to on przetłumaczył Shreka, a oprócz tego mnóstwo innych filmów dubbingowanych i nie tylko, prawda? Pełna lista
tu.
Sala numer 8 w budynku mojego wydziału jest pokaźna, a jednak udało się człowiekom wypełnić ją po samiutkie brzegi. Atmosfera była gorrrąca, a pojawienie się obywatela B.W. nagrodzono oklaskami :) Opowiedział nam co nieco o sobie, o tym, jak tłumaczy filmy, o "wciskaniu kwestii między kłapy" i wspomniał o tym, jak przebiega współpraca z aktorami podczas nagrania.
Marcin, ludź, który prowadził spotkanie, zaprezentował nam kilka fragmentów filmowych z drugiej części Shreka, przy których cała sala się ukwiczała. Fragmenty poniżej, wraz z tłumaczeniami - było ich więcej, ale akurat te są kapitalne, ponieważ doskonale widać na nich „ulepszanie” tekstu oryginału, o które pytał Wierzbiętę Marcin:
"We're not going anywhere and that's final!"
„Nigdzie nie jedziemy, a zupa była za słona!”
"Who on earth are they?"
„Kim jest ten zielony pasztet?”
"Fine. Be that way."
„Idź się wypchaj do tapicera.”
Po czym wywiązała się dosyć długa dyskusja na temat tego, co tłumaczowi wolno w tłumaczeniu, na ile takie wstawki są dopuszczalne - takie "ulepszanie oryginału". Bartek powiedział coś ciekawego, o czym nie miałam pojęcia - przy pierwszym filmie miał sporą dowolność przy tłumaczeniu. W przypadku drugiego filmu wytwórnia nalegała na przesłanie tzw "tłumaczenia zwrotnego" i porównywali, na ile tłumaczenie jest zgodne z tym, co oni sobie umyślili, no i co więcej - na ile jest zgodne z pierwszym filmem.
I sam Wierzbięta przyznał, że z jednego fragmentu jest szczególnie niezadowolony. Chodzi o te fragmenty, gdzie wspomniano „The Muffin Man”. The Muffin Man to postać z rymowanki angielskiej, którą znają tam wszystkie dzieci. Pojawia się w pierwszym i drugim filmie.
W filmie pierwszym wyszło to fajnie, bo zamiast ichniego Muffin Mana pojawia się swojski Żwirek i Muchomorek:
Gingy: Okay, I'll tell you. Do you know the muffin man?
Lord Farquaad: The muffin man?
Gingy: The muffin man!
Lord Farquaad: Yes, I know the muffin man. W-Who lives down Drury Lane?
Gingy: Well, she's married to the muffin man...
Lord Farquaad: The muffin man?
Gingy: The muffin man!
Lord Farquaad: She's married to the muffin man...
Ciastek: Dobrze. Powiem. Żwirek kręci z Muchomorkiem.
Farquaad: Żwirek kręci z Muchomorkiem?!
Ciastek: TAK, ŻWIREK KRĘCI Z MUCHOMORKIEM!!!
Farquaad: A więc Żwirek kręci z Muchomorkiem...
Natomiast już w drugim filmie, ze względu na tę kontrolę ze strony wytwórni, musiał się ugiąć i nawiązać znów do Żwirka, mimo że tak naprawdę nie ma to do końca sensu. Jak sam stwierdził - celem tej sceny jest wprowadzenie postaci młynarza, nawiązanie do Żwirka nie było potrzebne. Ale cóż - pracodawca często siłą wyższą jest ;)
Shrek: Do you still know the Muffin Man?
Gingerbread Man: Yes, he's down on Drury Lane. Why?
Shrek: Because we're going to need flour. Lots and lots of flour.
Shrek: Masz jeszcze kontakt ze Żwirkiem?
Ciastek: Słyszalem, że ostanio kręcił z młynarzem...
Shrek: A tak, rzeczywiscie, Muchomorek mi się skarżył.
Spotkanie można uznać za udane - atmosfera była kapitalna, uśmialiśmy się aż miło. Przy okazji dowiedzieliśmy się co nieco o specyfice tłumaczeń na potrzeby dubbingu i na co należy zwracać szczególną uwagę, a także Wierzbięta powiedział parę słów o tłumaczeniu filmów z języków, o których nie ma się zielonego pojęcia xD Zdjęć nie ma, może się pojawią, jak dostanę je od samorządu, ponieważ mój aparat odmówił współpracy.
Na zakończenie Marcin poprosił, aby Bartosz podzielił się z nami jakąś uwagą końcową - z nami, jako z początkującymi tłumaczami. Rada brzmiała:
„Bądźcie dobrzy dla bliźnich.”I jak tu go nie kochać? ;)
Magd.
EDIT: Zdjęcia do objerzenia tu:
KLIK